O mnie

Anna Gross – absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, filii w Cieszynie. Ukończyła wydział rzeźby pod kierunkiem prof. Jerzego Fobera. Urodzona w Cieszynie, od 2005 roku mieszka w Gdańsku. Maluje, rzeźbi, tworzy biżuterię unikatową i rękodzieło.

MALARSTWO

Minął wiek od momentu powstania malarstwa abstrakcyjnego – Kandinsky, Mondrian, Malewicz, Strzemiński , Rothko, że wymienię tylko dla przykładu – ugruntowali  ten nurt, nadając mu niepodważalną rangę. A jednak malarstwo abstrakcyjne jest wciąż zbyt mało obecne i cenione w masowej percepcji. Trochę to dziwi w czasach zwrotu ikonicznego, jednak jeśli pochylić się na tym problemem, można je zrozumieć.

Z jednej strony rozwój fotografii uwolnił malarstwo od naśladownictwa, a z drugiej strony, powszechność technologii służących utrwalaniu i przekształcaniu obrazu z powrotem zamknęła obraz w okowach odwzorowywania rzeczywistości, kopiowania jej, przekształcania na miliony sposobów, często bezrefleksyjnie, nie wychodząc ponad intencję zabawy obrazem. Jak pisze Gotfried Boehm: za sprawą mechanizacji obrazów od XIX w., gdy camera obscura zmieniła się w przenośny aparat ze światłoczułym filmem, odwzorowanie stało się ostatecznie najbardziej rozpowszechnionym paradygmatem w historii obrazu”[1]

Stąd mój bunt przeciwko temu i udanie się na pustkowie abstrakcjonizmu,  wyizolowanie się , dokonanie personalnej anihilacji obrazowania. Przed płótnem staję uzbrojona w szpachle, farby i pędzle oraz własną pamięć i wyobraźnię. Nie posiłkuję się zdjęciami, szkicami, nie próbuję szukać w pamięci kształtów, pozwalam im przez siebie płynąć i znajdować ujście w gestach, pociągnięciach i plamach. Jest to jak swoisty taniec konstrukcji z destrukcją, afirmacji z negacją. Porządek wyłania się z chaosu i czasem zachowuje częściowo jego charakter jak w „ W Odwrocie”, a czasem zmierza w kierunku kontemplacji i wyciszenia, jak w obrazach: „Refugium” czy „Fragile”. I tak zataczam krąg od wyabstrahowania się od rzeczywistości, ku odniesieniom w stosunku do niej, ale niejako odwracając bieg, po to, żeby stwarzać na nowo treści przefiltrowane przez własną percepcję.

Nie jest to nic nowego, raczej odwołanie się do tradycji abstrakcjonizmu, ukłon w jego stronę, chęć przywrócenia malarstwu jego dotychczasowej rangi, gdy wiązało się z „porządkami życia”.

[1] Gottfried Boehm O obrazach i widzeniu, s. 101, Kraków 2016